Nauka czytania – samogłoski

Nauka czytania – samogłoski

Jakiś czas temu zainteresowałam się nauką czytania dla dziecka. Najbardziej przemówiła do mnie metoda pani profesor Cieszyńskiej, czyli metoda symultaniczno-sekwencyjna zwana też Metodą Krakowską. Metoda ta nie sprowadza się do samej nauki czytania, lecz obejmuje kilkanaście innych technik – więcej na ten temat można przeczytać na stronie Centrum Metody Krakowskiej.

Ja jednak na razie wykorzystuję jedynie pomoce związane z samą nauką czytania. Zakupiłam zestaw zeszytów do nauki “Kocham czytać” i staramy się codziennie (o ile tylko Tusiek ma na to ochotę) zajrzeć do zeszytu i trochę poćwiczyć. Impulsem do tego było zainteresowanie dziecka literami, gdy zaczął na plakatach lub w książkach pokazywać litery i pytać “co to?”. Postanowiłam wtedy podążyć za dzieckiem, a jednocześnie zacząć robić to w miarę systematycznie i z sensem.

To co przemawia do mnie w tej metodzie, to że nie uczy się w niej głoskowania, czyli rozkładania wyrazów na poszczególne głoski, co tylko powoduje zamęt w głowie dziecka, bo najpierw ktoś go uczy, że jest  np. “be” lub “by”, a potem przy nauce pisania nagle mówi mu się, że ma napisać samo “b”, którego zresztą nie da się nawet wymówić w izolacji. O problemach z tym związanych pisze Bajdocja. Na forum Centrum Metody Krakowskiej można znaleźć wypowiedź samej pani profesor odnośnie tego, że głoskowanie nie jest potrzebne do nauki czytania.

Pomoce do nauki samogłosek
Pomoce do nauki samogłosek

Nasza nauka rozpoczęła się od czytania pierwszego zeszytu z serii “Kocham czytać” i nie polega ona tylko na przeczytaniu samogłoski, lecz opisaniu tego co dzieje się na ilustracji, ponieważ ważne jest, aby dziecko poznawało kontekst, czyli widziało, że ta sama samogłoska pojawia się w różnych sytuacjach, unikniemy wtedy sytuacji, że dla dziecka litera A oznacza tylko arbuza ;). Obecnie bawimy się również w kładzenie karteczek z literkami w odpowiednie miejsca w zeszycie, a także spróbowałam stworzyć dodatkowe atrakcje. Na początek wydrukowałam motylki (należy w nich dopasować skrzydełka do reszty ciała), jednak mój syn nie był tym w ogóle zainteresowany. Dopiero później wpadło mi do głowy wykorzystać jego obecną pasję, czyli strażaków i tak powstały pary wóz strażacki – strażak. Taką zabawę staram się przeprowadzać na zasadzie: to jest strażak “Y”, który wyciąga ręce do góry, ten strażak szuka swojego samochodu, pokaż mi, do którego samochodu ten strażak powinien wsiąść itd.”

Inspiracje:

Poniżej zamieszczam listę blogów i stron na których znajdziecie trochę inspiracji i porad, które mam nadzieję będą przydatne we wprowadzeniu waszych dzieci w świat liter.

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Podziel się