Książki niepolecane

Książki niepolecane

Jako mól książkowy wydawało mi się, że wszystkie książki są warte przeczytania. Były na mojej drodze książki mniej lub bardziej nużące lub takie, które marna treść nie zapadła w mej pamięci. Nigdy jednak nie uważałam czasu poświęconego na czytanie, za czas stracony. Jednak, gdy zaczęłam kupować książki dla dziecka odkryłam kilka pozycji, które według mnie nie powinny się były pojawić. Oto moje książki niepolecane.

Zbiory bajek

Zestawienie otwierają dwa wielkie zbiory bajek. Pierwszy to „Wielka księga dla maluszka”, jest to zbiór bajek, chyba przetłumaczonych z języka rosyjskiego, piszę chyba, bo autorów brak, jest tylko informacja, że wyboru bajek dokonał Siergiej Kuźmin. Co mi się w tej książce nie podoba? Ano to, że bajki są moralizatorskie do bólu lub morału brak, bo bajka urywa się w dziwnym miejscu. Treść wygląda tak, jakby komuś nie do końca chciało się przyłożyć do tłumaczenia. Ilustracje? No cóż, jak ktoś poznał trochę dobrych ilustratorów, to co jest przedstawione w tej książce trochę razi. No po prostu nie moja bajka. I trochę mnie irytuje, gdy raz zwierzęta są pokazane w ubraniu, a raz nie. Pal licho, jakby to były różne bajki, ale niestety czasem jest to taki miks na jednej stronie.

Drugi wielki zbiór to „Baśnie o rycerzach i bohaterach”. Jest to zbiór różnych sławnych bajek podanych w bardzo skrótowej formie, a przez to stracony jest cały ich potencjał. No bo czy na prawdę da się opowiedzieć „Księgę dżungli” lub „Piotrusia Pana” na kilkunastu stronach, z czego i tak większość zajmują ilustracje? Autor tych streszczeń nie jest znany i może dobrze, bo jeszcze by ktoś zakwestionował prawa autorskie.  Nie mówiąc już o tym, że część z tych bajek, jest tak straszliwie pozbawiona logiki, że szkoda słów. Przykładem jest historia o Tomciu Paluchu, który to z braćmi błąka się po lesie i nie może trafić z powrotem do domu, natomiast gdy tylko zdobywa pieniądze, nagle cudownie do tego domu trafia. Ilustracja? No ba! Cukierkowe, słitaśne, disneyowskie. I to chyba wyczerpuje temat.

Śpiewnik

Był taki moment, gdy Tusiek bardzo się interesował muzyką i na fali tych zainteresowań szukałam śpiewnika, który pomógł by mi zapoznać go z kanonem piosenki dziecięcej. Szukałam śpiewnika z płytą, bo niestety nie umiem czytać zapisu nutowego, a jak nie znam melodii to z mojego śpiewania wiele nie wychodzi. Przyznaję, że do szukania podeszłam dość pobieżnie i wzięłam pozycję pierwszą z brzegu.

Kupiłam „Piosenki naszego dzieciństwa”. Pozycja mnie rozczarowała z kilku powodów. Po pierwsze na płycie jest tylko część piosenek i to tych najbardziej znanych, więc mój problem poznania melodii dalej pozostał nie rozwiązany. Po drugie piosenki są śpiewane w „nowych” aranżacjach, co im czasem szkodzi. A po trzecie część tekstów jest pozmieniana (nie wiem z jakiej przyczyny), co jest dosyć irytujące. No bo, czy ktoś śpiewa „Jedzie pociąg z daleka” i wstawia tam tekst o Lulandii? Na plus tej pozycji mogę tylko powiedzieć, że fajne jest to, że zawiera też podstawowe kolędy i kilka piosenek patriotycznych. Generalnie jednak nie polecam.

Inne bajki

„Kurka złotonioska” pozycja, której szczerze nie lubię i zgrzytam zębami, jak mam ją czytać. Jak na złość Tusiek ją mocno polubił, więc na razie leży i czeka aż mu się znudzi. Zarówno ilustracje, jak i treść jest dla mnie fatalna. Brak logiki w tych kilku bajkach i cukierkowość ilustracji to mało strawne połączenie. Z okładki wynika, że jest cała seria tego typu książek! Ja ich raczej nie kupię.

Książek na rynku jest dużo, pieniędzy w portfelu niestety mniej. Dlatego wymieniamy się z siostrą książkami. „Maska lwa” zalega u niej na półce, mówiła że kupiła ją po super recenzjach, ale bardzo ją rozczarowała. Ja jednak musiałam się przekonać sama ;). Podobno ta książka ma jakieś przesłanie i w ogóle ach, och. Tylko ja nie wiem o co w niej chodzi. Może głupia jestem i nie dostrzegam jej głębi?

Książki niepolecane zamyka pozycja „Co lubią Tygrysy?”. Kartonowa książeczka dla najmłodszych kupiona gdzieś na wyprzedaży z kosza. Żałuję, że od razu nie sprawdziłam jej treści. A treść to niestety parafraza tekstu z Kubusia Puchatka. Nie lubię takiego podejścia do pisania. Autor zamiast napisać swoją bajkę czerpie z twórczości innych. Dla mnie to już trochę jest naciągane.

Olesiejuk nie zawsze fajny

Wydawnictwo Olesiejuk ma kilka fajnych pozycji (chociaż ma też trochę gniotów, patrz wyżej – pozycja Baśnie). Ich serie wydawnicze typu Świat w obrazkach, Obrazkowa encyklopedia itd. to pozycje, które chętnie kupuję, bo mają w sobie sporo wiedzy, a nie kosztują majątku. Nic więc dziwnego, że chętnie kupowałam serię Obrazki dla maluchów. No i niestety część „Dobre wychowanie” to dla mnie całkowita porażka. Etykietowanie dzieci, zmuszanie ich do zachowań społecznie akceptowanych przy ignorowaniu ich potrzeb itd. Dla osób, które trochę czytają na temat rozwoju dzieci, ich potrzeb oraz tego w jaki sposób dzieci się uczą, jest to pozycja, która świetnie obrazuje, jak z dzieckiem nie postępować. Książki już nie mam, więc zdjęć także brak ;).

Powyższe zestawienie to moje subiektywne opinie, napisałam je jednak, bo może większa świadomość zmieni trochę rynek wydawniczy w zakresie literatury dziecięcej. Jest masa niszowych wydawnictw, które wydają świetne pozycje, ale giną w powodzi marnej jakości książek. Dlatego zachęcam do dzielenia się nie tylko tym, co warto kupić, ale też czego się wystrzegać.

Logo Przygody z książką


logo-stopka


Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Podziel się
  • Jane599

    Ja nie polecam serii książek o Misi Marysi. Jak czytam synkowi to zawsze mnie drażnią jakieś dziwne składniowo zdania. Jakby osoba, która tłumaczyła miała trochę na bakier z językiem polskim 😉

  • O! „Kurkę złotonioskę” mamy i my – prezent od babci 😉 Z resztą niestety sporo takich prezentów dostajemy. Ja w ogóle nie lubię uproszczonych wersji bajek i baśni. A ilustracje typu tych tutaj pokazanych przez Ciebie, zazwyczaj zniechęcają mnie bardzo do sięgnięcia po taką książkę. Pozdrawiam i życzę jak najmniej kontaktu z takimi dziełami 🙂

  • Chwalę sobie takie posty, jak ten, który napisałaś. Kupując książki, zwracam uwagę na to jakie są ilustrację i chociaż pobieżnie sprawdzam tekst – bo o ile, moje dziecko nie zwraca jeszcze takiej uwagi na składnię zdań, czy na to, że książka ma morał i co sobą reprezentuje – ja bardzo. I nie lubię nachalnych ilustracji. A powiem Ci jeszcze, że „Bajki dla Maluszków” już gdzieś widziałam podobnie skrytykowane.

  • Ooch, też mamy dwie takie pozycje z bajkami, które zostały napisane od niechcenia, bez środka lub końca, więc wiem, co masz na myśli. A Maskę Lwa znam właśnie z hucznych recenzji ale sama w końcu nie kupiłam. Ale mam jedną książkę „Bum bum bum”, ona jest właściwie o niczym, nie ma żadnej ciekawej akcji a i koniec jest dziwny, ale cała treść jest bardzo melodyjna, jak się ją czyta to aż słychać w oddali bębny. I ilustracje są bardzo zwariowane. Mój syn ją kocha, każe ją sobie czytać już trzeci rok – ja też ją lubię bo można się przy niej powygłupiać. Więc może ta Maska lwa to też taki rodzaj książki? 🙂

  • Trudny temat poruszasz, choć i ja na swojej drodze trafiłam na książki, które szybciej od nas wyfruwały w świat niż trafiały do naszego domu.

  • www.swiattomskiego.blogspot.co

    Chwała Ci za ten tekst. Niestety 3 z nich znam…a i dopisałabym jeszcze kilka…

  • Pingback: Przygody z książką 4 / Blogi w projekcie | Dzika Jabłoń()

  • Faktycznie paskudne te książki 😉 Wszystkie z wyjątkiem „Maski lwa” – nie miałam jej w ręce i nie mogę nic powiedzieć o jej treści, ale ilustracje, które widziałam w necie są moim zdaniem piękne 🙂

  • Julia Orzech

    Okropności! Mamy trochę takich sprezentowanych przez rodzinę i znajomych. Często tak jest, że dzieci się czepiają tych kiepskich książek i nie można od razu wywalić 🙂